Reductio ad iPhoneium

2014/05/09

Wczorajsze Reductio ad lodówka spotkało się z waszym pozytywnym odbiorem. Jeden z moich znajomych z fejsa zaproponował mi abym napisał kontynuację, odnosząc się do następnego argumentu Gwiazdowskiego. Jako, że nie wszystkim chce się oglądać tę dość męczącą słowną przepychankę debatę, wklejam jej transkrypt (pi razy oko 19-20 minuta):

Gwiazdowski: Proszę Pana, proszę Pana, miał Pan popyt na iPhone’a? Nie miał pan popytu na iPhone’a!

Szumlewicz: Nie było iPhone’ów wtedy…

Gwiazdowski: Ach! O! O! Otóż to, otóż to!

Szumlewicz: No i co w związku z tym?

Na pierwszy rzut oka (na pewno nie mojego) argument Gwiazdowskiego ma sens. To podaż musi kreować popyt. W końcu, zanim Apple nie zaczęło sprzedawać iPhone’a (zgłaszać jego podaż) nie było na niego popytu. Logiczne jest więc, że pierwsza musiała być podaż. Ergo, Keynes się mylił a “konserwatywni ekonomiści” mieli rację a my powinniśmy obniżyć podatki i wrócić do XIX wiecznych zasad gospodarki.

Not so fast.

Argument Gwiazdowskiego jest pomyleniem popytowej wizji gospodarki (tzw. income-expenditure model) z popytem na jedno, konkretne dobro. Gwiazdowski zdaje się popełniać błąd, polegający na stosowaniu logiki prawa Saya do gospodarki opartej o pieniądz. Na czym polega ów błąd i dlaczego Gwiazdowski tak bardzo się kompromituje?

Logika prawa Saya jest relatywnie prosta: jeśli podaż kreuje dochód ze sprzedaży, to popyt zgłaszany na inne towary musi wynikać z wcześniejszej podaży. Ergo, podaż kreuje popyt (przypis: Kiedyś napiszę o Huttcie i jego książce). Zwiększanie popytu (przez dodruk pieniądza lub emisję długu przez państwo), nie kreuje podaży, nie jest więc skuteczne w poprawie koniunktury a poprzez swój wpływ na ceny (inflację) jest wręcz szkodliwe dla gospodarki.

Problem z zastosowaniem prawa Saya do gospodarki rynkowej wynika z faktu, że dochód uzyskany ze sprzedaży dóbr i usług może zostać stezauryzowany, tj. zatrzymany w postaci pieniądza. W chwili gdy to następuje, spada popyt na towary i usługi a w konsekwencji (przy sztywnych cenach i płacach) spada produkcja i zatrudnienie. Innymi słowy, prawo Saya nadal jest poprawne, problem w tym, że jednym z dóbr na które można zgłaszać popyt jest pieniądz.

Gwiazdowski podaje argument za ekonomią podażową, nie rozumiejąc zupełnie logiki argumentów przeciwnika. Klasyczna definicja intelektualnej biedy. Teraz już wiecie, drodzy czytelny, dlaczego Gwiazdowski wywołuje uśmiech na mojej twarzy, gdy tylko zaczyna mówić coś o lodówkach i iPhone’ach. Ale chyba nie powinienem tego robić – Robert Gwiazdowski jest przecież ekonomiczną wyrocznią tego kraju.