Zasypane banknoty Keynesa

Michał Gamrot

2013/06/13

Wśród internetowych libertarian dużą popularnością cieszy się wyśmiewanie Keynesa. Najczęściej przybiera to formę wyrwania z kontekstu jednego zdania i dodania śmiesznego obrazka prezentującego domniemane skutki keynesizmu. Do najczęściej przewijających się należą ,,In the long run we are all dead”, rozważania na temat budowania piramid, wybijania szyb w oknach lub ewentualnie konsekwencji niemycia zębów dla koniunktury makroekonomicznej oraz cytat o zakopywaniu pieniędzy w celu stymulowania realnego PKB. Tematem dzisiejszego odcinka jest właśnie ten ostatni cytat.

Co powiedział Keynes wg. internetowych libertarian

Zazwyczaj można usłyszeć coś takiego:

Gdyby skarb państwa wypełniał stare butelki banknotami, zagrzebywał je w opuszczonych szybach węglowych na dostępnej głębokości i zasypał te szyby śmieciami, a następnie pozostawił wydostanie tych banknotów — w myśl doskonale wypróbowanych zasad laissez–fairyzmu, prywatnym przedsiębiorcom (oczywiście po uzyskaniu dzierżawy terenu banknotonośnego), bezrobocie zostałoby przezwyciężone, a w wyniku tego zarówno dochód realny społeczeństwa, jak i jego kapitał rzeczowy osiągnęłyby prawdopodobnie poziom znacznie wyższy aniżeli istniejący obecnie.

Wow! Ale ten Keynes głupi. Jak ktokolwiek o zdrowych zmysłach może tak napisać? Szybko, zróbmy z tego źle narysowany komiks:

Zły komiks

W internecie często można spotkać wariację na ten temat polegającą na kopaniu dołów. Różnica jest nieznaczna, choć jak się przekonacie z punktu widzenia polityki monetarnej, historyjka Keynesa jest ciekawsza.

Co naprawdę powiedział Keynes

Niczym w Rashômon Kurosawy, prawda zależy od punktu widzenia. Na szczęście, w przeciwieństwie do wspomnianego filmu, dysponujemy tym co naprawdę napisał Keynes:

Gdyby skarb państwa wypełniał stare butelki banknotami, zagrzebywał je w opuszczonych szybach węglowych na dostępnej głębokości i zasypał te szyby śmieciami, a następnie pozostawił wydostanie tych banknotów — w myśl doskonale wypróbowanych zasad laissez–fairyzmu, prywatnym przedsiębiorcom (oczywiście po uzyskaniu dzierżawy terenu banknotonośnego), bezrobocie zostałoby przezwyciężone, a w wyniku tego zarówno dochód realny społeczeństwa, jak i jego kapitał rzeczowy osiągnęłyby prawdopodobnie poziom znacznie wyższy aniżeli istniejący obecnie.

Tak, pierwsza część się zgadza. A teraz to o czym zapominają internetowi znawcy ekonomii:

Rozumniej zapewne byłoby budować domy itp., jeżeli jednak stoją temu na przeszkodzie trudności natury politycznej i praktycznej, lepiej już zakopywać banknoty niż w ogóle nic nie robić.

Jak wie zapewne każdy gość hotelu Alicja w Łodzi, wystarczy szersza perspektywa i nagle okazuje się, że rzeczywistość nie jest tak prosta, jak nam się wydaje. Już samo skracanie cytatu w celu osiągnięcia intelektualnego zysku nadaje się do tytułu intelektualnej biedy, okazuje się jednak, że wytknięcie tego błędu wcale nie powoduje rewizji poglądów. Zazwyczaj można usłyszeć taką odpowiedź (jeden z komentarzy na Facebooku):

Czyli sam Keynes zrównuje programy budowy mieszkań do zasypywania pieniędzy.

Nie, Keynes niczego nie zrównywał – w końcu napisał ,,rozumniej zapewne byłoby”. No, ale co to za argument? Oddajmy głos ekonomistom rozpoznawanym w świecie austriackiej ekonomii. Stanisław Kwiatkowski z Kryzys Bloga Instytutu Misesa zauważa sprytnie (na Facebooku):

Nie jest prawdą, że (Keynes – przyp. MG) ,,nigdy nie postulował” (zakopywania pieniędzy w celu ich późniejszego odkopania – przyp. MG). Postulował w sytuacji trudności praktycznych i/lub politycznych.

Rzeczywiście jest to prawda — Keynes pisze, że lepiej jest robić to niż nie robić niczego. Nie wydaje mi się jednak, żeby było można powiedzieć, że Keynes sugerował czy domagał się tego w praktyce. Trudno też twierdzić, aby wprowadzenie w życie tak nonsensownego programu jak wspomniany było łatwiejsze politycznie niż pomysł z budowaniem mieszkań. W jakiej rzeczywistości pomysł z zakopywaniem pieniędzy w ziemi jest łatwiejszy niż rozdanie ludziom pieniędzy za darmo? Chyba tylko w wirtualnej rzeczywistości, w której zdają się żyć twórcy libertariańskich memów. Czy to czasem nie podwójny standard, uważać z jednej strony (zgodnie z teorią wyboru publicznego), że politycy kierują się swoim własnym interesem w celu zdobycia głosów, a z drugiej, że są w stanie podjąć tak niepopularną politycznie decyzję?.

Co w takim razie postulował Keynes? Nie znam dokładnie jego publicznych rekomendacji. Z tego co wiem, był on podobnie jak dzisiejsi keynesiści, fanem inwestycji w infrastrukturę i ogólnie pojętej polityki industrializacji.

Standard złota i pieniądze z ziemi

Powodem, dla którego Keynes wspomina o zakopywaniu pieniędzy w ziemi jest nielubiany przez niego standard złota. Jeśli spadek agregatowego popytu można rozumieć jako wzrost popytu na pieniądz (a można jeśli ktoś rozumie równanie wymiany w sposób podobny do monetarystów rynkowych1), to metodą na przezwyciężenie go jest zwiększenie podaży pieniądza. O ile w standardzie papierowym, w którym bank centralny nie jest ograniczony regułami konstytucyjnymi jest to relatywnie łatwe (powiedzcie to Japończykom), to w standardzie złota wzrost popytu na pieniądz może zostać zaspokojony wyłącznie2 przez wydobycie dodatkowego złota spod ziemi (lub np. przetopienie złotej biżuterii na monety).

W tym kontekście, propozycja Keynesa staje się bardziej zrozumiała. Nie jest ona poważną rekomendacją, a jedynie literacką krytyką bronionego przez klasycznych ekonomistów standardu złota. Standardu złota, którego Keynes nazywał barbarzyńskim reliktem lub złotą klatką{:target=”_blank}, w której zamknięci mogą zostać przedsiębiorcy. Utożsamianie pomysłu Keynesa z poważną rekomendacją jest więc nieuprawnione… i co tu dużo gadać, intelektualnie biedne.

Mnożnik

,,Wszystko niby fajnie, ale jednego nie można ukryć. Keynes naprawdę uważał, że nawet wątpliwej użyteczności inwestycje publiczne są lepsze niż nie robienie niczego. Nawet zakopywanie i odkopywanie pieniędzy (przy uwzględnieniu kosztów całej operacji) jest według niego lepsze niż nie robienie niczego”. — słyszę w myślach słowa wypowiedziane głosem moich kolegów z Instytutu Misesa. Czy nie jest to ostateczne potwierdzenie, że Keynes był jednak słabym ekonomistą?

Niekoniecznie3. Teoria Keynesa, o czym już wcześniej wspomniałem, nie dotyczy gospodarki w równowadze. Dotyczy ona wyłącznie gospodarki w stanie recesji, tj. zgodnie z teorią keynesowską, sytuacji, w której nominalny dochód spada powodując (ze względu na niemożliwość dostosowań nominalnych) konieczność dostosowań realnych (spadek realnego dochodu). To czy ceny są sztywne i spadek nominalnego PKB spowoduje spadek realnej produkcji jest już pytaniem empirycznym, na które nie chcę odpowiadać w tym miejscu.

Według podręcznikowego modelu keynesowskiego, którego uczę moich studentów, wzrost wydatków deficytowych państwa powoduje zwiększenie się dochodu o więcej niż pierwotny wzrost wydatków (poprzez tzw. efekt mnożnikowy). Dzieje się tak dlatego, że pieniądze wydawane przez państwo stają się czyimś dochodem i są następnie wydawane, przez co stają się dochodem innych ludzi. Wysokość mnożnika zależy od krańcowej skłonności do konsumpcji (im jest ona wyższa, tym wyższy będzie mnożnik) i stopy opodatkowania (im niższa tym lepiej). Tak długo, jak wzrost realnego dochodu będzie wyższy niż spadek kapitału związany ze zużyciem maszyn, bezsensowne inwestycje rządowe zwiększą (przez efekt mnożnikowy) realny dochód w gospodarce.

A i jeszcze jedno: zastanówcie się dłużej zanim napiszecie, że zapomniałem o koszcie alternatywnym.


  1. Wszystkim austriakom, którzy chcieliby zrozumieć o czym ja w ogóle piszę polecam ten artykuł: Yeager L., A Cash-Balance Interpretation of Depression, (1956). (cofnij)
  2. Są ekonomiści, którzy się z tym nie zgadzają (o ile dotyczy to wymienialnych na złoto banknotów). Kiedyś o tym napiszę. Na chwilę obecną polecam tę książkę: Selgin G., The Theory of the Free Banking: Money Supply under Competitive Note Issue, (1988). (cofnij)
  3. Ostrzegam: traktowanie poniższego akapitu jako mojej rekomendacji dla zakopywania i odkopywania pieniędzy jest intelektualną biedą. (cofnij)