Dlaczego zacząłem pisać bloga?

Michał Gamrot

2013/06/05

Pierwsze próby

Pisanie bloga o gospodarce planowałem zanim jeszcze poszedłem na studia ekonomiczne. Był 2007 rok, tuż po tym, jak po pierwszym semestrze kilku tygodniach na Politechnice Łódzkiej zrezygnowałem z pójścia w ślady mojego Taty i zostania inżynierem budownictwa. Zafascynowany przeczytaną właśnie książką (Kapitalizm i wolność Miltona Friedmana), założyłem bloga i napisałem jednego posta. Po kilku miesiącach, bogatszy o wiedzę zdobytą na pierwszym roku, postanowiłem skasować to, co jeszcze przed chwilą wydawało mi się szczytem ekonomicznej elokwencji i spróbować jeszcze raz. Tym razem wytrwałem dłużej, bo udało mi się spłodzić aż dwa wpisy.

Czasami zastanawiam się, jak wyglądałoby moje życie, gdybym znalazł wtedy w sobie więcej samodyscypliny. Czy moja młodzieńcza fascynacja nowo-odkrytym liberalizmem nie przerodziłaby się w ślepy dogmatyzm? Czy byłbym nadal w stanie patrzeć na gospodarkę przez pryzmat logiki i faktów? A może stałbym się fanboyem i jedyne co robił, to powtarzał niczym mantrę poglądy uwielbianych przeze mnie ekonomistów?

Na szczęście nie dane mi było przetestować tego empirycznie. Lenistwo, natłok zajęć (w międzyczasie zacząłem studiować druki kierunek — ekonometrię) i przekonanie, że z każdym rokiem wiem więcej, sprawiły że odłożyłem premierę bloga w bliżej nieokreśloną przyszłość. Jak odległą? “Będę wiedział kiedy będę gotowy” pomyślałem.

Po raz pierwszy myślałem, że jestem gotowy na przełomie 2010-2011 roku. Napisałem właśnie pracę licencjacką o przyczynach kryzysu w USA, założyłem/reaktywowałem Klub Austriackiej Szkoły Ekonomii w Łodzi, a mój wykład o austriackiej teorii cyklu koniunkturalnego trafił do internetu gdzie zbierał raczej pozytywne opinie. Zostałem nawet zaproszony na debatę z samym Korwinem, co zważywszy, że byłem wtedy dopiero studentem czwartego roku, pokazuje (w zależności od punktu widzenia) jak wysoko oceniano wtedy moje umiejętności lub jak nisko upadł Korwin. Raczej to drugie. Z nieznanych mi teraz przyczyn nie zdecydowałem się założyć wtedy bloga.

Po raz drugi wydawało mi się, że jestem gotowy pod koniec 2011 roku. Z typowego dla internetu miłośnika rothbardiańskiej wizji prakseologii i libertarianizmu, przeobraziłem się w zwolennika bardziej wysublimowanej koncepcji równowagi monetarnej i teorii wolnej bankowości. Moja metodologiczna przemiana zbiegła się w czasie z wizytą w Mises Institute w USA, gdzie ostatecznie przekonałem się o intelektualnej biedzie moich dawnych mistrzów. Z wizyty w USA, zostało mi tylko kilka zdjęć, autograf Rogera Garrisona i Bob Murphy w znajomych na fejsie.

Roger Garrison i ja

Roger Garrison i ja. Auburn, USA, 2011.

130 lat po Keynesie

Dlaczego zaczynam dopiero teraz? Nie, nie dlatego że radykalnie zmieniłem swoje poglądy (w międzyczasie stałem się monetarystą, stwierdziłem że obecna polityka Fed jest zbyt restrykcyjna a rozwiązaniem kryzysu zadłużenia w strefie euro jest jeszcze szybsza ekspansja monetarna EBC), ani nawet dlatego że na polskim rynku blogów ekonomicznych niewiele się dzieje. Stwierdziłem, że zacznę pisać bez większego powodu. Ot tak, korzystając z faktu, że dziś (5 czerwca 2013 roku) mija 130 lat od daty urodzin Johna Maynarda Keynesa, jednego z najwybitniejszych ekonomistów XX wieku.

Czy czuję się gotowy? Dziś to pytanie nie ma już sensu. Gotowy na co? Ideologiczną walkę z innymi ekonomistami? Przekonywanie ludzi do moich poglądów? Po wielu latach przekonałem się, że ekonomia może być czymś więcej, niż wojną pomiędzy konkurencyjnymi paradygmatami. Chciałbym, żeby mój blog stał się miejscem swobodnej wymiany idei. Mam nadzieję, że moje posty staną się inspiracją dla innych i przy okazji pomogą mi być lepszym ekonomistą.