Wczoraj narzekałem na magistra, dzisiaj narzekać będę na profesora. Wczoraj na ambasadora Bitcoinów, dzisiaj na ambasadora polskiej złotówki. Wczoraj publikacja była z natemat.pl, dzisiaj będzie z Project Syndicate1. Jedyne co się nie zmienia, to słabe zrozumienie polityki pieniężnej. Nie będzie to jednak obiecany wczoraj polski jastrząb, dr Rzońca. Dzisiaj przyczepię się do prof. Winieckiego.

Prof. Winiecki zaczyna od następującego stwierdzenia:

Przez stulecia (a nawet dłużej, przez ponad dwa tysiąclecia) żyliśmy w świecie pieniądza tzw. substancjalnego, to znaczy takiego, który miał swoją wewnętrzną wartość.

Khem, khem wartość wewnętrzna. Z austriackich lat niewiele mi już zostało, ale co jak co, nie ma czegoś takiego jak wartość wewnętrzna. Wartość jest subiektywna i tyle.

Problematyczne jest rownież samo stwierdzenie, że przed odejściem od standardu złota dominował pieniądz substancjonalny (kruszcowy). Po pierwsze, od powstania nowoczesnej bankowości w Szkocji w XVIII W. większość pieniądza i tak była papierowa – czy to w postaci banknotów emitowanych przez banki, czy też zapisów na kontach depozytowych. Po drugie, wcale nie powiedziane jest, że pieniądz ma korzenie w barterze, a nie jak twierdzi na przykład Greaber, w kredycie. Nie posądzam jednak prof. Winieckiego o to, że zdaje sobie sprawę z istnienia kogoś takiego jak Greaber, nie będę więc się nad tym rozwodził.

Prof. kontynuuje:

Świat pieniądza mającego swoją wewnętrzną kruszcową wartość załamał się w latach wielkiego kryzysu lat 30. XX w. i żyliśmy od tego czasu w epoce pieniądza tzw. symbolicznego. Wewnętrznej wartości pieniądz papierowy – bez pokrycia w złocie – nie posiadał, ale symbolizował umowę społeczną (stąd określenie pieniądz symboliczny).

Nie do końca zgodzić się można z czasem przejścia od pieniądza substancjonalnego do symbolicznego. Dolary nadal przecież wymienialne były na złoto do lat 70-tych (tyle, że nie przez obywateli). Ale to już czepialstwo godne pracowników naukowych, nie poważnych naukowców.

Dalej jest trochę lepiej:

Skoro pieniądz papierowy, niewymienialny na złoto, opiera się na zaufaniu, że wszyscy przyjmować go będą według wartości nominalnej, to rozmnożenie zasobów tego pieniądza przez główne banki centralne świata zachodniego oznacza właśnie próbę dodrukowywania zaufania.

Racja! Gdy rynek nie kupuje, kupuje państwo. Ewentualnie bank centralny zwiększa podaż pieniądza w odpowiedzi na wzrost popytu na pieniądz. Gospodarka pozostaje w stanie makroekonomicznej równowagi, wszyscy są zadowoleni (oprócz wolnorynkowych doktrynerów).

Z poprawnych przesłanek prof. wyciąga zadziwiający wniosek:

Warto w tej konkretnej sytuacji zastanowić się nad ogólniejszym problemem bodźców do oszczędzania. Czy oszczędności nie będą w przyszłości potrzebne? Czy wystarczy „dodrukowywanie zaufania” przez banki centralne(…)?
(…)
Zastąpienie oszczędności dodrukowanymi pieniędzmi się nie uda. Na przykład rządom w Zimbabwe udało się dodrukować furę pieniędzy.

Takiego argumentu spodziewać można się po sympatykach szokły austriackiej, nie po poważnych ekonomistach.

„Drukowanie pieniądza“, czyli w uproszczeniu ekspansywna polityka monetarna, jest rozwiązaniem problemu nadmiernych (względem inwestycji) oszczędności. Gdy ktoś trzyma pieniądze w skarpecie / bank trzyma pieniądze w skarbcu (zamiast pożyczać na inwestycje), oszczędności rosną ponad poziom inwestycji. No chyba, że ktoś (błędnie) utożsamia wzrost popytu na pieniądz jako zwiększone inwestycje w pieniądze.

Ekspansywna polityka państwa jest więc rzeczywiście drukowaniem zaufania. Zaufania do rynku. Do tego, że wszystko się nie rozwali, że nienadejdzie kryzys który wszystko zepsuje. To jest powód dla którego banki centralne drukują pieniądze w trakcie kryzysu. Przykład Zimbabwe, gdzie pieniądze drukowane były głownie w celach fiskalnych, jest więc średnio udany (żeby nie powiedzieć beznadziejny).

Summa summarum, artykuł prof. Winieckiego oceniam źle. Polskiej myśli monetarnej daleko jest do publikacji z angielskojęzycznego Project Syndicate.


  1. Co prawda w wersji polskiej, ale zawsze. 

###

Chcesz skomentować lub z czymś się nie zgadzasz? Zapraszam na twittera (@cenapieniadza) i facebooka.