Odnoszę ostatnio wrażenie, że stałem się upierdliwy. Wpisując się w rolę typowego naukowca z polskiego uniwersytetu, koncentruję się na krytykowaniu innych zamiast napisać coś od siebie. Ostatnio najczęściej krytykuję chłopaków z Centrum im. Adama Smitha, ale na mojej krótkiej liście są jeszcze dr Balcerowicz i jego protegowany dr Rzońca z RPP. Dzisiaj jednak dostanie się komuś innemu – pierwszemu sprzedawcy Bitcoinów w Polsce, założycielowi pierwszej w Europie Ambasady Bitcoin1. Maciejowi Ziółkowskiemu.

Inspiracji dostarczył mi natemat.pl, moje codzienne źródło wiedzy o sytuacji w wielkomiejskiej Polsce. Przeglądając przedwczoraj główną stronę natrafiłem na taki oto headline “Francja zakazuje transakcji gotówką ponad 1000 euro. Ukłon w stronę Bitcoin?”. Zaciekawiony kliknąłem i jak zwykle się zawiodłem. Tyle razy obiecywałem sobie, że nie będę wymagał zbyt wiele od publikacji na natemat.pl, ale z jakiegoś bliżej nieznanego mi powodu za każdym razem mam nadzieję, że w końcu trafię na coś wartościowego.

Tym razem dowiedziałem się, że wprowadzenie ograniczeń w transakcjach gotówkowych we Francji spowoduje wzrost szarej strefy, odpływ kapitału i odstraszenie “zdrowo myślących imigrantów ekonomicznych” (najwyraźniej w przeciwieństwie do niezdrowo myślących emigrantów politycznych). Autor przebąkuje jeszcze coś o konfiskacie majątku, bezdomnych którzy akceptują karty kredytowe i tym, że jak coś to zawsze zostaje nam możliwość wymiany dobro za dobro (barter). W artykule zabrakło jeszcze tylko ostrzeżeń o kurach które zaczną znosić kwadratowe jajka i krowach, z wymion których zamiast mleka płynąć będzie krew2.

Z pozytywnych konsekwencji mgr Ziółkowski wymienia wzrost zainteresowania Bitcoinem i nie ma w tym nic dziwnego, w końcu sprzedaż bitcoinów jest jednym z jego źródeł dochodu3. Ale dzisiaj nie o tym, temat (bez)sensowności prywatnych walut kryptograficznych zostawiam sobie na później. Dzisiaj postaram się odpowiedzieć na nonsensowne zarzuty pana Ziółkowskiego.

Mistrz logiki

Spośród wymienionych przez Ziółkowskiego konsekwencji najbardziej nonsensowny wydaje się wzrost szarej strefy. Magister Ziółkowski tak oto (w całości) argumentuję swoją tezę:

W obliczu takich zakazów osoby które dotychczas zgromadziły np. 10 000 euro oszczędności automatycznie znajdują się "na cenzurowanym". Nie mogą po prostu iść do sklepu i legalnie zrobić dużych zakupów. Albo nawet małych. Bo moim zdaniem zakup smartfona i komputera za łącznie 2000 euro to dla przeciętnego Francuza raczej małe zakupy technologiczne. Smutne, że rząd uczciwych obywateli niejako "wpycha" w szarą strefę.

No nie. Magister Ziółkowski najwyraźniej nadal żyje w świecie, w którym nie istnieją banki, karty kredytowe czy nawet czeki. Nie ma gotówki – nie można zrobić zakupów w sklepie. Widzicie nonsens tego argumentu, prawda?

Nawet jeśli przyjąć, że powyższy argument jest prawdziwy (co i tak jest strasznym uproszczeniem), nie oznacza to automatycznie że ilość transakcji w szarej strefie wzrosłaby. Wbrew temu, co wydaje się zakładać magister Ziółkowski, część obywateli szanuje / obawia się prawa na tyle, aby zmienić swoje nawyki płatnicze. Jeśli rzeczywiście tak jest, to zamiast wzrostu szarej strefy, oczekiwałbym jej spadku.

Ziółkowski kontynuuje swoją tyradę:

Wiele osób, zamiast ryzykować popełnienie przestępstwa czy wykroczenia płacąc legalnie odłożoną gotówką po prostu z nią wyjedzie albo wyśle przelewem za granicę. Strzał w stopę dla rządu.

Najwyraźniej brak możliwości płacenie gotówką naraz za iPhone’a, iPada i Macbooka skłoni Francuzów do opuszczenia swojego kraju, nauki nowego języka (najpewniej niemieckiego) i porzucenia rodzin i przyjaciół w socjalistyczno-etatystycznym piekle. Brzmi całkiem rozsądnie – przynajmniej dla człowieka, który kieruje się tym życiu.

Magister Ziółkowski konkluduje:

Takie decyzje umacniają pozycję Bitcoin i pieniądza kruszcowego, czyli złota. Jeżeli nie można legalnie płacić gotówką w dużych kwotach – to można przecież zapłacić w barterze.

Koszty transakcyjne wymiany bezpośredniej (barteru) są przecież na tyle niskie, że uzasadniają rezygnację z trzymania pieniędzy w banku, prawda?

Czasem już sam nie wiem, czy rzeczywiście są ludzie którzy to czytają i w to wierzą, czy wszyscy wiedzą że to bullshit, ale każdy udaje że tak nie jest bo zgadza się z politycznymi implikacjami autora.

  1. Przysięgam, on sam tak o sobie pisze.
  2. Ze wzgedu na piątkowe częściowe zaćmienie słońca, jest jednak na to jakaś szansa.
  3. A przynajmniej była gdy go poznałem na “konferencji naukowej”, którą organizował jakieś 2 lata temu w Toruniu. Konferencji, której głównym w moim odczuciu celem była nie naukowa dyskusja nad sensownością Bitcoina, a straszenie ludzi nadciągającą hiperinflacją oraz sprzedaż złota i bitcoinów.

###

Chcesz skomentować lub z czymś się nie zgadzasz? Zapraszam na twittera (@cenapieniadza) i facebooka.