Mój ostatni wpis na temat mnożnika wzbudził wiele kontrowersji (w szczególności na facebooku). Czytając komentarze odniosłem wrażenie, że niechęć do koncepcji mnożnika wynika w dużej części z politycznych implikacji teorii Keynesa. Teoria ta głosi bowiem, że w przypadku gdy gospodarka znajduje się w recesji a rynek czynników produkcji znajduje się w nierównowadze, zwiększone wydatki rządowe mają zbawienny wpływ na gospodarkę. Wielu osobom nie podoba się ta wizja, uważając ją za intelektualne zaplecze interwencjonizmu i towarzyszącemu mu zagrożenia socjalizmem. Podejście takie jest według mnie błędne i pokazuje konceptualne niezrozumienie różnicy pomiędzy ekonomią (nauką wolną od sądów wartościujących) a tzw. ekonomią polityczną (rodzajem pseudonaukowej apologetyki).

Mnożnik inwestycyjny

Koncepcja mnożnika nie musi jednak mieć cokolwiek wspólnego z wydatkami państwa. Identyczny, mnożnikowy efekt dla nominalnego (i przy sztywnych cenach) i realnego dochodu będzie miało zwiększenie inwestycji przez sektor prywatny. Łatwo wyobrazić sobie sytuację, w której podczas głębokiej recesji decyzja o zwiększeniu inwestycji przez jedną firmę będzie miała pozytywne konsekwencje dla całej gospodarki. Zwiększone wydatki na pracę i kapitał zwiększą dochód pracowników i sprzedawców maszyn i surowców. Wyższy dochód pracowników to z kolei wyższe wydatki na dobra i usługi i w konsekwencji wyższy dochód ich sprzedawców. Niewielu ekonomistów nie zgodzi się z taką wizją wpływu inwestycji na (pogrążoną w kryzysie) gospodarkę.

Logika mnożnika jest zgodna ze zdroworozsądkowym rozumieniem efektów działań jednostek. Wydając pieniądze na nowy garnitur, zapewniam pracę dla mojego krawca, który wydając swoje pieniądze przyczynia się do zapewnienia dochodu innym. Interes się kręci i wszyscy są zadowoleni. Na tym w skrócie polega model okrężnego obiegu dóbr i usług w gospodarce (o ile tak się nazywa po polsku circular flow).

Technikalia (nuda)

Część komentatorów próbowała bronić logiki Rothbarda upierając się, że model Keynesa oparty jest o stałą zależność pomiędzy dochodem a konsumpcją. Opierając się o to założenie rzeczywiście można udowodnić, że logika keynesowskiego modelu jest… raczej nonsensowna. Problem w tym, że klasyczny keynesowski model, którego uczą się studenci na pierwszym roku, jest modelem ekonomii matematycznej a nie modelem ekonometrycznym. Równanie C = Ca + ksk * (Y-T) jest tzw. równaniem behawioralnym, tj. funkcją opisującą zachowanie ludzi, której parametry są odzwierciedleniem przyjętych założeń modelu. Rothbard, pomimo że był podobno wybitnym matematykiem, zapomina o tym i traktuje funkcję konsumpcji jako tautologie o stałych parametrach. Założenie to jest chybione i pokazuje skalę niezrozumienia podstaw ekonomii matematycznej i ekonometrii przez Rothbarda i jego apologetów.

Czy jednak prostota modelu Keynesa (w postaci, której uczą się studenci pierwszego roku) nie jest jego słabą stroną? Niekoniecznie. Jak każdy model, podstawowy model keynesowski jest uproszczeniem rzeczywistości. Bardziej skomplikowane modele matematyczne biorą pod uwagę nieliniową postać zależności pomiędzy zmiennymi. Jednak nawet one abstrahują od kwestii, które ich twórcy uważają za mało istotne. A co do stabilności funkcji konsumpcji, to w rzeczywistości nie jest ona tak stabilna jak przedstawia to uproszczony model keynesowski. Nie jest jednak na tyle niestabilna, że traci użyteczność w wyjaśnianiu rzeczywistości. Wystarczy popatrzeć na dane aby się o tym przekonać.

fredgraph

Trzeba przyznać, że ekonomia jest trochę trudniejsza gdy już się wstanie z fotela i zabierze za analizę danych.

###

Chcesz skomentować lub z czymś się nie zgadzasz? Zapraszam na twittera (@cenapieniadza) i facebooka.