Polska odmiana szkoły austriackiej opiera się w dużej mierze o teorie Murraya Rothbarda. Jest to w szczególności widoczne w specyficznym podejściu do problematyki rezerwy cząstkowej, cyklu koniunkturalnego i metodologii nauk. Rothbard jest chyba najczęściej tłumaczonym na Polski austriakiem, zostawiając daleko w tyle Hayeka i Misesa.

Przyczyną takiego stanu rzeczy jest najprawdopodobniej prosty, zrozumiały dla ekonomicznych laików, styl Rothbarda, jego polityczny radykalizm i to, że napisał dużo grubych książek. Wielu młodym adeptom ekonomii wydaje się, że oto znaleźli łatwą i przyjemną metodę zostania światowej klasy ekonomistą, politycznie niepoprawnym buntownikiem i kontestatorem naiwnych, mainstreamowych teorii – wystarczy, że poczytają Rothbarda. Czytając Rothbarda łykają wszystko co napisał jako niekwestionowaną prawdę. Przesiąkają jego stylem argumentacji, antymainstreamowym podejściem, a nawet, sądząc po ilości młodych austriaków noszących muszki, starają się upodobnić do niego w kwestii wyglądu. Nie chcę być źle zrozumiany – nie ma w tym nic złego, każdy ma prawo czytać co mu się podoba. Problem w tym, że część z tego co napisał Rothbard jest dość niskiej jakości. W szczególności dotyczy to tego, co pisał o teoriach i ludziach z którymi się nie zgadzał (1). Gene Callahan, amerykański ekonomista związany ze szkołą austriacką i amerykańskim Mises Institute, napisał kiedyś: „Murray Rothbard nigdy nie przejmował się tym czy jego argumenty były uczciwe (ang. sound), ale tylko tym czy przedstawiały jego oponentów jako głupców”.

Mnożnik według Rothbarda

Najlepszym przykładem intelektualnej nieuczciwości/biedy Rothbarda jest jego krytyka keynesowskiej koncepcji mnożnika. Temat ten wzbudził ostatnio wiele kontrowersji w amerykańskiej blogosferze. Napisał o nim młody, utalentowany keynesista Daniel Kuehn, dzięki czemu został zacytowany przez Brada de Longa i Paula Krugmana (2). Być może gdybym zdecydował się na pisanie swojego bloga wcześniej (i po angielsku) to ja zdobyłbym wieczną chwałę bycia cytowanym (w dobrym świetle) przez Krugmana. W 2011 roku, dzięki m. in. Mateuszowi Machajowi z polskiego Instytutu Misesa, zostałem zaproszony na Mises University w Auburn w USA. Podczas wykładu o osiągnięciach Misesa i Rothbarda, Bob Murphy (swoją drogą bardzo sympatyczny facet) poruszył omawiany poniżej problem. Pamietam, jak o mało nie spadłem z krzesła słysząc jego „ulubioną krytykę Keynesizmu” opartą o prace Rothbarda. Pamiętam też jak podbiegłem do Boba po wykładzie i starałem się wytłumaczyć, że popełnia gigantyczny błąd. Niestety nie wydawał się przekonany. Na czym polega więc rothbardiańska krytyka koncepcji mnożnika?

Oddajmy głos Rothbardowi (Man, Economy and State, 1962, p. 866-868, tłumaczenie moje):

Szanowana kiedyś powszechnie koncepcja „mnożnika” szczęśliwie straciła dziś na popularności, po tym jak ekonomiści zdali sobie sprawę, że jest jedynie drugą stroną stabilnej funkcji konsumpcji. Kompletny absurd koncepcji mnożnika nie został jednak jeszcze w pełni doceniony. Teoria „mnożnika inwestycyjnego” brzmi mniej więcej tak:

Dochód = Konsumpcja + Inwestycje

Konsumpcja jest stabilną funkcją dochodu, co wynika z badań statystycznych etc. Załóżmy, że konsumpcja wynosi zawsze 80% dochodu. W tym wypadku:

Dochód = 0,8 * Dochód + Inwestycje
0,2 * Dochód = Inwestycje
Dochód = 5* Inwestycje

“Mnożnik inwestycyjny” wynosi zatem 5. Jest więc oczywiste, że wszystko czego potrzebujemy aby zwiększyć dochód narodowy o konkretną wartość (ang. social income) jest zwiększenie inwestycji o jedną piątą pożądanej wartości a magia mnożnika zrobi to za nas. Wcześni zwolennicy hydraulicznej wizji gospodarki (ang. pump primers) wierzyli w stymulowanie prywatnych inwestycji; później keynesiści zdali sobie sprawę, że jeśli to właśnie inwestycje są niestabilnym komponentem agregatowego dochodu, wydatki rządowe mogą je z powodzeniem zastąpić. Kreacja pieniądza jest tu najbardziej efektywnym podejściem z uwagi na to, że nie zmniejsza ona środków dostępnych dla prywatnych inwestorów. Stąd też nazywanie wszystkich wydatków rządowych „inwestycjami”; są to inwestycje bo nie są sztywno związane z dochodem.

Poniżej zaprezentuję o wiele potężniejszy „mnożnik” (potężniejszy nawet od wspomnianego wcześniej „mnożnika inwestycyjnego”), w stosunku do którego w teorii keynesistowskiej nie można zgłosić żadnych zastrzeżeń (podkreślenie Rothbarda). Jest to redukcja do absurdu (reductio ad absurdum), ale nie jest to parodia gdyż jest ona zgodna z logiką keynesowskiego modelu.

Dochód narodowy = Dochód czytelnika + Dochód pozostałych ludzi

Użyjmy symboli:

Dochód narodowy = Y
Dochód czytelnika = R
Dochód pozostałych ludzi = V

Okazuje się, że V jest stabilną funkcją Y. Umieszczając dane na wykresie odnajdziemy stabilną historyczną relację jeden do jednego pomiędzy dwoma zmiennymi. Jest to wybitnie stabilna funkcja, stabilniejsza nawet od funkcji konsumpcji. Z drugiej strony patrząc na relację pomiędzy R a Y, zamiast doskonałej korelacji znajdziemy jedynie niewielki związek ze stale zmieniającym się dochodem czytelnika a dochodem narodowym. Z tego względu, dochód czytelnika jest aktywnym, niestabilnym składnikiem dochodu narodowego a dochód innych jest stabilny, zdeterminowany przez poziom dochodu narodowego. Załóżmy, że:

V = 0,99999 Y

Więc,

Y = 0,99999 * Y + R
0,00001 * Y = R
Y = 100 000 * R

Oto mnożnik czytelnika, o wiele potężniejszy od mnożnika inwestycyjnego. Aby zwiększyć dochód narodowy, a co za tym idzie zakończyć recesję i bezrobocie, wystarczy więc aby rząd wydrukował daną ilość pieniędzy i dał ją czytelnikowi tej książki. Wydatki czytelnika spowodują 100 000 krotne zwiększenie dochodu narodowego.

Ach! Stary, dobry Rothbard. Czytając go przypomina mi się moja młodość i wypieki na twarzy, które towarzyszyły mi podczas lektury kolejnych jego książek, w których ze znaną mu gracją, siłą swoich argumentów masakrował intelektualnie swoich ideologicznych przeciwników. Niestety, z pewnych rzeczy wyrasta się wraz z wiekiem. Szkoła austriacka (w wydaniu Rothbarda) jest jedną z nich. Cytaty takie jak powyższy tylko przyspieszają ten proces. Są intelektualnie biedne, tak biedne, że należy zadać sobie pytanie, czy Rothbard będąc przecież absolwentem matematyki na należącym do ligi bluszczowej Columbia University, rozmyślnie popełniał logiczne błędy w swoich analizach chcąc ośmieszyć koncepcje swoich przeciwników (był cynicznym ideologiem) czy po prostu dobrze ich nie rozumiał (był miernym ekonomistą).

Mistrz logiki

Dla ludzi zajmujących się zawodowo ekonomią, już sama treść cytatu jest oznaką intelektualnej biedy. Ze względu na to, że nie wszyscy czytelnicy mojego bloga są ekonomistami a większość sympatyków austriackiej szkoły ekonomii nigdy nie miała do czynienia z ekonomią w wydaniu akademickim, poniżej prezentuję moje rozumowanie zapisane w najprostszy możliwie sposób.

Rothbard zaczyna od wykorzystania czegoś na kształt rachunków narodowych:

Dochód narodowy = Dochód czytelnika + Dochód pozostałych ludzi

Następnie zakłada, że zagregowany dochód wszystkich osób poza czytelnikiem wynosi 99,999% co można zapisać:

V = 0,99999 Y

Oznacza to, że dochód czytelnika wynosi 0,001% dochodu narodowego, czyli 0,00001 * Y. Załóżmy dla równych rachunków, że agregatowy dochód wynosi 100 000 PLN, co sprawi, że dochód wszystkich poza czytelnikiem wynosi 99 999 PLN a sam czytelnik ma 1 PLN dochodu. Na podstawie swoich założeń, Rothbard tworzy tautologię:

Y = V + R
Y = 0,99999 * Y + 0,00001 * Y
Y = Y

Po czym stwierdza:

Y = 100 000 * R

Do tej pory wszystko się zgadza. W powyższym równaniu Rothbard stwierdza, że agregatowy dochód jest 100 000 razy większy od dochodu czytelnika. Problem pojawia się podczas interpretacji równania. Rothbard z radością oznajmia, że policzył mnożnik. W rzeczywistości nic takiego nie miało miejsca. Rothbard policzył jedynie ile razy większy jest agregatowy dochód od dochodu czytelnika jego książki. Załóżmy, że dochód czytelnika wzrasta (np. ze względu na dodruk pieniądza) o 10 000. Według Rothbarda, agregatowy dochód wyniesie teraz:

100 000 + 100 000 * 10 000 = 100 000 + 1 000 000 000 = 1 000 100 000

Jeśli agregatowy dochód zostaje jednak obliczony poprzez dodanie do siebie dochodów wszystkich osób, to Rothbard powinien policzyć go w ten sposób:

Y = 99 999 + 1 + 10 000 = 110 000

Dochód czytelnika stanowi teraz nie 0,001% jak poprzednio a 9,09(18)%, czyli ponad 9 tysięcy razy więcej. Tautologię Rothbarda powinno zapisać się teraz jako:

Y = V + R
Y = 0,09181 * Y + 0,90819 * Y
Y = Y

Krytykując koncepcję mnożnika, Rothbard milcząco zakłada, że jego pierwotne założenie jest nadal prawdziwe (V = 0,99999 Y). Jak zostało pokazane, nie jest to prawdą. Rothbard próbuje wmówić to swoim czytelnikom klasycznym sleight of hand, opowiadając im o historycznej stałej zależności pomiędzy dochodem wszystkich oprócz czytelnika a agregatowym dochodem. Podobnie jak w magicznej sztuczce, wystarczy chwila nieuwagi i okazuje się, że zostaliśmy nabrani przez utalentowanego oszusta-iluzjonistę.

Dochody i wydatki

Problem z rozumowaniem Rothbarda jest jednak głębszy – zdaje się on nie rozumieć logiki modelu Keynesa. W standardowym modelu nominalny dochód zależy od poziomu wydatków (które zresztą zależą od dochodów). Wydaje się to być dość logiczne – to jaki dochód uzyskam zależy od tego ile sprzedam. Równanie, którego uczę moich studentów wygląda mniej więcej tak:

Y = C + I + G

Po lewej stronie mamy więc dochód, a po prawej wydatki. Nic więc dziwnego, że model ten nazywa się często income-expenditure model. Rothbard wydaje się o tym wiedzieć, bądź co bądź w swoim pierwszym równaniu umieszcza konsumpcję i inwestycje. Jednak gdy przychodzi co do czego wydaje się nagle o tym zapomnieć i buduje model, w którym po obydwu stronach znajduje się dochód. Konstruuje więc strwamana, a następnie (dość nieudolnie) go obala podkreślając przy tym cały czas, że jego analiza jest zgodna z logiką keynesowskiego modelu.

Jeśli to nie jest bieda intelektualna, to sam nie wiem co jest.

  1. Każdy kto czytał paszkwil „Keynes, the Men” wie o czym mówię.
  2. Polecam zapoznanie się ze wspomnianymi przeze mnie artykułami. Chociażby dla samych komentarzy.

###

Chcesz skomentować lub z czymś się nie zgadzasz? Zapraszam na twittera (@cenapieniadza) i facebooka.