Bieda intelektualna to seria postów mających na celu tropienie naiwnych / niepoprawnych / nieprzemyślanych argumentów w internetowych dyskusjach ekonomicznych.

Wśród internetowych libertarian dużą popularnością cieszy się wyśmiewanie Keynesa. Najczęściej przybiera to formę wyrwania z kontekstu jednego zdania i dodania śmiesznego obrazka prezentującego domniemane skutki keynesizmu. Do najczęściej przewijających się należą „In the long run we are all dead”, rozważania na temat budowania piramid, różnego rodzaju wariacje na temat mitu zbitej szyby oraz cytat o zakopywaniu pieniędzy w celu stymulowania realnego PKB. Tematem dzisiejszego odcinka jest właśnie ten ostatni cytat.

Co powiedział Keynes wg. internetowych libertarian

Zazwyczaj można usłyszeć coś takiego:

Gdyby skarb państwa wypełniał stare butelki banknotami, zagrzebywał je w opuszczonych szybach węglowych na dostępnej głębokości i zasypał te szyby śmieciami, a następnie pozostawił wydostanie tych banknotów – w myśl doskonale wypróbowanych zasad laisses – faire'yzmu – prywatnym przedsiębiorcom (oczywiście po uzyskaniu dzierżawy terenu banknotonośnego), bezrobocie zostałoby przezwyciężone, a w wyniku tego zarówno dochód realny społeczeństwa, jak i jego kapitał rzeczowy osiągnęłyby prawdopodobnie poziom znacznie wyższy aniżeli istniejący obecnie.

Wow! Ale ten Keynes głupi. Jak ktokolwiek o zdrowych zmysłach może tak napisać? Szybko, zróbmy z tego źle narysowany komiks:

Zły komiks

W internecie często można spotkać wariację na ten temat polegającą na kopaniu dołów. Różnica jest nieznaczna, choć jak się przekonacie z punktu widzenia polityki monetarnej, historyjka Keynesa jest ciekawsza.

Co naprawdę powiedział Keynes

Niczym w Rashômon Kurosawy, prawda zależy od przyjmowanej ideologii punktu widzenia. Na szczęście, w przeciwieństwie do wspomnianego filmu, dysponujemy tym co naprawdę napisał Keynes:

Gdyby skarb państwa wypełniał stare butelki banknotami, zagrzebywał je w opuszczonych szybach węglowych na dostępnej głębokości i zasypał te szyby śmieciami, a następnie pozostawił wydostanie tych banknotów – w myśl doskonale wypróbowanych zasad laisses – faire'yzmu – prywatnym przedsiębiorcom (oczywiście po uzyskaniu dzierżawy terenu banknotonośnego), bezrobocie zostałoby przezwyciężone, a w wyniku tego zarówno dochód realny społeczeństwa, jak i jego kapitał rzeczowy osiągnęłyby prawdopodobnie poziom znacznie wyższy aniżeli istniejący obecnie. Rozumniej zapewne byłoby budować domy itp., jeżeli jednak stoją temu na przeszkodzie trudności natury politycznej i praktycznej, lepiej już zakopywać banknoty niż w ogóle nic nie robić.

Jak wie zapewne każdy gość hotelu Alicja w Łodzi, wystarczy szersza perspektywa i nagle okazuje się, że rzeczywistość nie jest tak prosta, jak nam się wydaje. Już samo skracanie cytatu w celu osiągnięcia intelektualnego zysku nadaje się do tytułu intelektualnej biedy, okazuje się jednak, że wytknięcie tego błędu wcale nie powoduje rewizji poglądów. Zazwyczaj można usłyszeć taką odpowiedź:

Czyli sam Keynes zrównuje programy budowy mieszkań do zasypywania pieniędzy.

Nie, Keynes niczego nie zrównywał – w końcu napisał „rozumniej zapewne byłoby”. No, ale co to za argument? Oddajmy głos prawdziwym ekonomistom. Stanisław Kwiatkowski z Kryzys Bloga Instytutu Misesa zauważa sprytnie (na facebooku):

Nie jest prawdą, że (Keynes – przyp. MG) "nigdy nie postulował" (zakopywania pieniędzy w celu ich późniejszego odkopania – przyp. MG). Postulował w sytuacji trudności praktycznych i/lub politycznych.

Rzeczywiście jest to prawda – Keynes pisze, że lepiej jest robić to niż nie robić niczego. Czy oznacza to, że rzeczywiście to postulował? Nie chcę wdawać się w spór o rozumienie słów. Nie wydaje mi się jednak, żeby było można powiedzieć, że Keynes sugerował czy domagał się tego w praktyce. Trudno też twierdzić, aby wprowadzenie w życie tak nonsensownego programu jak wspomniany było łatwiejsze politycznie niż pomysł z budowaniem mieszkań. W jakiej rzeczywistości pomysł z zakopywaniem pieniędzy w ziemi jest łatwiejszy niż rozdanie ludziom pieniędzy za darmo? Chyba tylko w wirtualnej rzeczywistości, w której zdają się żyć twórcy libertariańskich memów. Czy to czasem nie podwójny standard, uważać z jednej strony (zgodnie z teorią wyboru publicznego), że politycy kierują się swoim własnym interesem w celu zdobycia głosów a z drugiej, że są w stanie podjąć tak niepopularną politycznie decyzję? (1)

Co w takim razie postulował Keynes? Nie znam dokładnie jego publicznych rekomendacji. Z tego co wiem, był on podobnie jak dzisiejsi keynesiści, fanem inwestycji w infrastrukturę.

Standard złota i pieniądze z ziemi

Powodem, dla którego Keynes wspomina o zakopywaniu pieniądzy w ziemi jest nielubiany przez niego standard złota. Jeśli spadek agregatowego popytu można rozumieć jako wzrost popytu na pieniądz (2), to metodą na przezwyciężenie go jest zwiększenie podaży pieniądza. O ile w standardzie papierowym, w którym bank centralny nie jest ograniczony regułami konstytucyjnymi jest to relatywnie łatwe (powiedzcie to Japończykom), to w standardzie złota wzrost popytu na pieniądz może zostać zaspokojony wyłącznie (3) przez wydobycie dodatkowego złota spod ziemi (lub np. przetopienie złotej biżuterii na monety).

W tym kontekście, propozycja Keynesa staje się bardziej zrozumiała. Nie jest ona poważną rekomendacją, a jedynie literacką krytyką bronionego przez klasycznych ekonomistów standardu złota. Standardu złota, którego Keynes nazywał barbarzyńskim reliktem lub złotą klatką, w której zamknięci mogą zostać przedsiębiorcy. Utożsamianie pomysłu Keynesa z poważną rekomendacją jest więc nieuprawnione… i co tu dużo gadać, intelektualnie biedne.

Mnożnik

„Wszystko niby fajnie, ale jednego nie można ukryć. Keynes naprawdę uważał, że nawet wątpliwej użyteczności inwestycje publiczne są lepsze niż nie robienie niczego. Nawet zakopywanie i odkopywanie pieniędzy (przy uwzględnieniu kosztów całej operacji) jest według niego lepsze niż nie robienie niczego.” – słyszę w myślach słowa wypowiedziane głosem moich kolegów z Instytutu Misesa. Czy nie jest to ostateczne potwierdzenie, że Keynes był jednak słabym ekonomistą?

Niekoniecznie (4). Teoria Keynesa, o czym już wcześniej wspomniałem, nie dotyczy gospodarki w równowadze. Dotyczy ona wyłącznie gospodarki w stanie recesji, tj. zgodnie z teorią keynesowską, sytuacji, w której nominalny dochód spada powodując (ze względu na niemożliwość dostosowań nominalnych) konieczność dostosowań realnych (spadek realnego dochodu). To czy ceny są sztywne i spadek nominalnego PKB spowoduje spadek realnej produkcji jest już pytaniem empirycznym, na które nie chcę odpowiadać w tym miejscu. Według podręcznikowego modelu keynesowskiego, którego uczę moich studentów, wzrost wydatków deficytowych państwa powoduje zwiększenie się dochodu o więcej niż pierwotny wzrost wydatków (poprzez tzw. efekt mnożnikowy). Dzieje się tak dlatego, że pieniądze wydawane przez państwo stają się czyimś dochodem i są następnie wydawane, przez co stają się dochodem innych ludzi. Wysokość mnożnika zależy od krańcowej skłonności do konsumpcji (im jest ona wyższa, tym wyższy będzie mnożnik) i stopy opodatkowania (im niższa tym lepiej). Tak długo, jak wzrost realnego dochodu będzie wyższy niż spadek kapitału związany ze zużyciem maszyn, bezsensowne inwestycje rządowe zwiększą (przez efekt mnożnikowy) realny dochód w gospodarce.

A i jeszcze jedno: zastanówcie się dłużej zanim napiszecie, że zapomniałem o koszcie alternatywnym.

  1. Bridges to nowhere coming in 3… 2… 1…
  2. Yeager L., A Cash-Balance Interpretation of Depression, (1956).
  3. Są ekonomiści, którzy się z tym nie zgadzają (o ile dotyczy to wymienialnych na złoto banknotów). Kiedyś o tym napiszę. Na chwilę obecną polecam tę książkę: Selgin G., The Theory of the Free Banking: Money Supply under Competitive Note Issue, (1988).
  4. Ostrzegam: traktowanie poniższego akapitu jako mojej rekomendacji dla zakopywania i odkopywania pieniędzy jest intelektualną biedą.

###

Chcesz skomentować lub z czymś się nie zgadzasz? Zapraszam na twittera (@cenapieniadza) i facebooka.